Poker w Polsce utknął w martwym punkcie. Branża mówi jednym głosem o potrzebie zmian

Autor: Sebastian Warowny

Data publikacji: 22.05.2026 Ostatnia aktualizacja: 22.05.2026 12:46

Poker w Polsce od lat funkcjonuje pod ciężarem polityczno-społecznego stereotypu. W debacie publicznej częściej bywa kojarzony z filmowym obrazem „Wielkiego Szu” niż z profesjonalną rywalizacją, turniejami międzynarodowymi i grą opartą na umiejętnościach. Dlatego panel „Poker – Czas na zmiany. Reaktywacja czy dalsza stagnacja? Czy poker to sport czy hazard?” był jednym z ciekawszych punktów Kongresu iGaming Polska.

Uczestnicy dyskusji rozmawiali o tym, dlaczego polski poker od lat pozostaje regulacyjnie zamrożony, choć za granicą jest częścią rynku rozrywki, sportów umysłowych i turystyki eventowej. Dyskusję moderował Maciej Akimow, założyciel iGaming Dragon, a udział w niej wzięli Piotr Leonarski z kancelarii LSW, Dawid Synówka z ZPR, Ariel Moskała z Superbet, Marcin Doszczeczko z LV BET oraz pokerzyści Paweł Brzeski, Wojciech Łozowski i Mikołaj Zawadzki.

Pokerzyści w Polsce nadal funkcjonują w cieniu

Już na początku dyskusji Maciej Akimow zwrócił uwagę, że poker w Polsce pozostaje tematem niewygodnym. Jak podkreślał, branży często łatwiej byłoby go nie poruszać, ale bez publicznej debaty nic nie zmieni się przez kolejne lata. Moderator zaznaczył również, że jednym z celów panelu jest pokazanie pokerzystów nie jako osób funkcjonujących na marginesie, lecz jako normalnych uczestników rynku, którzy za granicą są traktowani zupełnie inaczej niż w Polsce.

Paweł Brzeski mówił o silnym dysonansie między tym, jak poker wygląda na świecie, a jak jest postrzegany w kraju. Odwołał się do doświadczeń z Las Vegas, gdzie odbywają się największe turnieje pokerowe, a przy stołach spotykają się zawodowi gracze, sportowcy, przedsiębiorcy i osoby traktujące poker jako formę rywalizacji oraz spędzania wolnego czasu.

W jego ocenie poker znajduje się zdecydowanie bliżej sportu niż klasycznego hazardu. Brzeski wskazywał, że w pokerze gracze rywalizują ze sobą, a nie z kasynem, zaś o wyniku w dużej mierze decydują umiejętności, analiza sytuacji i przebieg rozdania.

– No na pewno bardziej sport niż hazard. I są na to badania. Jednym z takich najbardziej słynnych jest badanie, które się odbyło na setkach milionów rozdań pokazujące, że bodajże 75% rozdań kończy się bez pokazania kart. Czyli to nie karty decydują kto wygrywa, tylko przebieg rozgrywki – podkreślił Paweł Brzeski.

Podobną perspektywę przedstawił Wojciech Łozowski, który opowiadał o swoich doświadczeniach z turniejów zagranicznych. Zwracał uwagę, że poker na świecie funkcjonuje w profesjonalnej oprawie, często w hotelach, dużych salach eventowych i miejscach, które nie mają nic wspólnego z potocznym wyobrażeniem o nielegalnych grach karcianych.

Łozowski podkreślał również społeczny wymiar pokera. Według niego jest to gra, która przy jednym stole łączy ludzi z różnych środowisk, klas społecznych i grup wiekowych. W jego ocenie właśnie ta warstwa społeczna, obok rywalizacji i elementu umiejętności, najmocniej odróżnia pokera od szybkich gier kasynowych.

– Ja zawsze mówię, że za to kocham pokera: siadasz na parę godzin z absolutnie obcymi ludźmi, z przeróżnych klas społecznych i w bardzo różnym wieku. Siedzi chłopak w kapturze, okularach i słuchawkach. Siedzi pani, która ma 60 lat, cała w złocie. Siedzi kowboj, siedzi biznesmen. I nagle jesteście „wskazani” przez tę grę na spędzenie kilku godzin razem, grając przeciwko sobie. Poznajecie się, obcujecie ze sobą. W ten sposób możesz doświadczyć spotkania z kimś, kogo często w życiu byś nie poznał. Z tego tworzą się relacje kumpelskie, znajome, przyjacielskie – mówił Wojciech Łozowski.

Obecne przepisy nie przynoszą realnych wpływów

Jednym z głównych wątków panelu była odpowiedź na pytanie, dlaczego obecny model regulacyjny pozostaje tak restrykcyjny, mimo że nie generuje istotnych wpływów dla budżetu państwa. Piotr Leonarski przypomniał stanowisko Ministerstwa Finansów, zgodnie z którym głównym celem ustawy o grach hazardowych jest ochrona społeczeństwa, w tym osób małoletnich, przed szkodliwymi skutkami hazardu.

Ekspert podatkowy zwrócił jednak uwagę, że w przypadku pokera wysokie opodatkowanie nie pełni realnej funkcji fiskalnej, ponieważ rynek w praktyce nie działa w Polsce na większą skalę. Państwo nie zarabia na obecnym modelu, a restrykcje służą przede wszystkim ograniczeniu aktywności pokerowej.

– Wysokie opodatkowanie pokera w Polsce, zgodnie z deklaracją pana ministra Jarosława Nenemana, która w gruncie rzeczy ma sens, nie jest środkiem fiskalnym. Nie jest środkiem fiskalnym, bo pieniędzy do budżetu z tego zasadniczo nie ma – zaznaczył Piotr Leonarski.

Leonarski wskazywał, że Ministerstwo Finansów nie traktuje pokera jako sportu, lecz jako hazard, który może wprowadzać osoby małoletnie w świat gier losowych. Zestawił to z brakiem regulacji dotyczących lootboxów, które również pojawiały się podczas Kongresu jako przykład obszaru pozostającego poza realną kontrolą ustawodawcy.

W jego ocenie problemem nie jest wyłącznie sama treść przepisów, ale również brak gotowości decydentów do ponownego otwarcia tematu. Jak mówił, regulacje zostały ustanowione wiele lat temu, a dziś nikt nie chce ich dotykać, bo każda dyskusja o hazardzie pozostaje politycznie niewygodna.

– Wydaje się, że głównym motorem do tego, że regulacje pokerowe w Polsce są jakie są, jest to, że zostały tak ustanowione 10 lat temu i nikt nie chce tego dotknąć – podkreślił Leonarski.

Według niego brakuje dziś rzetelnej analizy skutków obecnego modelu. Państwo nie bada wystarczająco, gdzie grają polscy pokerzyści, jak duża jest skala rynku online, jakie są realne ryzyka uzależnień i czy poker rzeczywiście powinien być traktowany tak samo jak inne produkty hazardowe. W efekcie debata opiera się bardziej na założeniu, że „hazard jest szkodliwy”, niż na danych.

Kasyna nie mają warunków do dużych turniejów

Dawid Synówka przedstawił perspektywę kasyn stacjonarnych. Jak tłumaczył, obecny model organizacji pokera live w Polsce jest ograniczony nie tylko podatkowo, ale też biznesowo, logistycznie i marketingowo. Nawet jeśli kasyno formalnie może organizować turnieje, w praktyce trudno stworzyć wydarzenie o skali atrakcyjnej dla graczy.

– Znajdźmy cztero- lub pięciogwiazdkowy hotel zabytkowy, który ma wolną powierzchnię 3-4 tysiące metrów kwadratowych. Wygrajmy przetarg na kasyno i wtedy będzie miejsce, żeby zmieścić 30-50 stołów. Wiemy, jakie są warunki przetargowe na kasyna. Wiemy, że żeby wygrać taki przetarg, to jest bardzo, bardzo długa droga. Załóżmy jednak, że taki przetarg wygrywamy. Mamy te 3 tysiące metrów kwadratowych w zabytku czterogwiazdkowym, co jest praktycznie niemożliwe w Polsce. Stawiamy 100 stołów, robimy turniej, ale nawet o tym turnieju nie możemy nic powiedzieć. Także taki event już jest martwy – mówił Dawid Synówka.

Przedstawiciel ZPR wskazywał również na ograniczenia kadrowe. Kasyno musi w pierwszej kolejności zapewnić obsługę podstawowych gier, dlatego poker często przegrywa z ruletką czy blackjackiem, które są prostsze organizacyjnie i bardziej przewidywalne biznesowo.

W tym miejscu Wojciech Łozowski zwrócił uwagę, że na świecie poker nie jest wyłącznie grą kasynową. Największe wydarzenia odbywają się często w hotelach, salach konferencyjnych i dedykowanych poker roomach. To pokazuje, że traktowanie pokera wyłącznie jako elementu kasyna nie odpowiada realiom międzynarodowego rynku.

Synówka przyznał, że jednym z możliwych rozwiązań byłoby wyodrębnienie pokera turniejowego z obecnej ustawy. W przeciwnym razie duże wydarzenia pokerowe nadal będą w Polsce praktycznie niemożliwe do zorganizowania ze względu na skalę, powierzchnię, ograniczenia pracownicze i brak możliwości normalnej promocji.

Bukmacherzy widzą potencjał, ale wskazują na ograniczenia

Perspektywę operatorów bukmacherskich przedstawili Marcin Doszczeczko i Ariel Moskała. Doszczeczko przyznał, że poker nie byłby dla bukmacherów najważniejszym produktem, a branża z biznesowego punktu widzenia znacznie mocniej zainteresowana jest liberalizacją kasyna online. Nie oznacza to jednak, że operatorzy nie popierają zmian dotyczących pokera.

Przedstawiciel LV BET wskazywał, że zainteresowanie grami karcianymi widać już dziś po zakładach na symulowane gry karciane. Według niego poker odpowiada za znaczącą część obrotów w tym segmencie, co pokazuje, że produkt mógłby być atrakcyjny dla graczy. Równocześnie zaznaczał, że właściwym rozwiązaniem byłby poker peer-to-peer, czyli gra między uczestnikami, a nie jej zamknięty substytut.

Doszczeczko mocno akcentował również problem samej logiki regulacyjnej. Jego zdaniem państwo nie może udawać, że problem znika tylko dlatego, że produkt pozostaje zakazany lub skrajnie ograniczony. W jego ocenie takie podejście prowadzi do patologii, czego przykładami są mistrzostwa Polski w pokerze organizowane poza granicami kraju czy fakt, że w Polsce dostępnych jest bardzo niewiele stołów pokerowych w porównaniu z ośrodkami działającymi w Czechach.

– Jako państwo trochę udajemy, że jeśli coś zakażemy, to problem znika. Wkładamy poker do szufladki z napisem „hazard” i uznajemy, że sprawa jest załatwiona. Tymczasem poker istnieje, ma się świetnie, a takie podejście prowadzi do wielu patologii – mówił Marcin Doszczeczko.

Ariel Moskała zwrócił uwagę na inny aspekt. Jego zdaniem kluczowe znaczenie miałaby płynność, czyli dostęp do odpowiednio dużej puli graczy. Zamknięcie polskiego pokera online wyłącznie w krajowej puli mogłoby doprowadzić do sytuacji, w której produkt byłby formalnie legalny, ale praktycznie nieatrakcyjny.

– Mimo wszystko uważam, że większy sens ma wielki poker, gdzie Polacy mogliby grać, niż sytuacja, w której bukmacherzy otwieraliby pokera u siebie i mieliby zamkniętą pulę graczy. Wtedy nie byłoby tej płynności, nie można byłoby organizować turniejów, po prostu byłoby za mało chętnych – podkreślił Ariel Moskała.

Przedstawiciel Superbet zaznaczył, że poker jest grą umiejętności, w której zawodowcy mogą zgarniać dużą część zysków. Z perspektywy operatora bukmacherskiego oznacza to konieczność dokładnego przeanalizowania dynamiki produktu, cross-sellu oraz wpływu na zachowania klientów. Moskała przyznał, że widzi wiele plusów, takich jak wzrost wartości rozrywkowej oferty i dywersyfikacja produktowa, ale nie byłby w stanie jednoznacznie powiedzieć, czy bukmacherzy powinni samodzielnie uruchamiać poker w zamkniętej formule.

Polska traci turnieje, turystów i pieniądze

Jednym z najmocniejszych fragmentów panelu była wypowiedź Mikołaja Zawadzkiego, który przedstawił skalę pieniędzy krążących wokół dużych turniejów pokerowych. Przypomniał, że mistrzostwa Polski odbywają się dziś w Bratysławie, a w ostatniej edycji wzięło w nich udział ponad 800 graczy z Polski.

Zawadzki mówił również o festiwalu WSOP Europe w Pradze, z którego wrócił niedługo przed panelem. Według jego relacji pule we wszystkich turniejach wyniosły ponad 35 mln euro, a w wydarzeniu uczestniczyło około 2 tys. graczy. Dodatkowe środki trafiały do hoteli, gastronomii i lokalnej turystyki.

Pokerzysta wskazywał, że zainteresowanie organizatorów wydarzeń Polską jest realne. Według niego Warszawa mogłaby być dla części z nich atrakcyjniejsza niż Praga, a Polska ma dziś bardzo dobry wizerunek jako kraj bezpieczny i interesujący turystycznie.

– Rozmawiałem też z organizatorem WSOPa Circuit. On powiedział: Mikołaj, poker legalny w Polsce? Gdzie chcesz? Gdańsk? Kraków? Wrocław? Ja ci mogę zrobić wszędzie festiwale. W ciągu roku zrobimy u was 5-6 festiwali – relacjonował Zawadzki.

W jego ocenie Polska nie ma obecnie nawet szarej strefy pokerowej, lecz czarną strefę, ponieważ legalna gra online praktycznie nie funkcjonuje. Zawadzki zaznaczył, że z Polski grają także osoby z innych krajów, które przeniosły się tutaj, ale ich aktywność nie generuje żadnych wpływów podatkowych dla państwa.

Brakuje danych o skali rynku i liczbie graczy

Paweł Brzeski zwrócił uwagę, że dokładne oszacowanie liczby pokerzystów w Polsce jest trudne, ponieważ rynek nie jest normalnie regulowany i nikt nie prowadzi pełnych badań. Według dostępnych szacunków w Polsce może być od 80 do 150 tys. osób regularnie grających online w pokera. Znacznie większa jest grupa osób, które mają kontakt z pokerem okazjonalnie.

Pokerzysta podkreślał również osobisty wymiar obecnych regulacji. Jak mówił, poker daje mu satysfakcję, możliwość rozwoju, wymaga matematyki, obserwacji przeciwnika i kontroli emocji, ale w Polsce nadal wiąże się z koniecznością ostrożnego mówienia o własnej działalności.

– Z jednej strony czuję satysfakcję, ciekawość i pewnego rodzaju spełnienie, robiąc to, co robię. A z drugiej strony to tak muszę uważać, z kim o tym rozmawiam, komu o tym opowiadam i nie mogę wyjść z taką pełnią siebie, radością. Fajnie, jestem pokerzystą, czuję się dobrze z tym, co robię, jak to robię i to jest takie smutne – zaznaczył.

W dalszej części rozmowy pojawił się także temat działań KAS wobec nielegalnych turniejów. Brzeski przyznał, że zna osoby, które miały sprawy sądowe związane z grą w pokera, choć według jego wiedzy najczęściej wynikały one z donosów, a kończyły się niskimi karami lub ugodami. W jego relacji nie był to obraz rynku skutecznie kontrolowanego przez państwo, ale raczej środowiska funkcjonującego w niepewności i poza normalną debatą o regulacjach.

Bez diagnozy rynku nie będzie skutecznych regulacji

W końcowej części panelu Piotr Leonarski wrócił do kwestii potencjalnych rozwiązań podatkowych. Podkreślił, że nie należy oczekiwać, iż jakikolwiek segment hazardowy będzie w Polsce opodatkowany tak jak zwykły biznes. Jego zdaniem realnym celem powinno być stworzenie przepisów mniej restrykcyjnych i bardziej adekwatnych niż obecne, a nie całkowicie preferencyjnych.

Ekspert wskazywał, że dyskusja o podatku opartym o GGR ma sens, ale pierwszym krokiem powinna być zmiana sposobu myślenia o pokerze. W jego ocenie środki stosowane dziś wobec tej gry są nieproporcjonalne do ryzyk, które mogą się z nią wiązać.

– Myślę, że pierwszym przedmiotem dyskusji jest to, żeby jasno sobie powiedzieć, że środki, z których strzelamy do pokera są kompletnie nieadekwatne do zagrożeń, które się z nim wiążą i na drabinie zagrożeń, którą mamy, poker nie jest w tym miejscu, w którym ustawodawcy się wydaje, że powinien być – zaznaczył Leonarski.

Paneliści zgodzili się, że jednym z największych problemów jest brak danych i brak edukacji. Leonarski podkreślał, że bez konkretnych liczb dotyczących skali gry, ryzyk uzależnień, turystyki i potencjalnych wpływów nie będzie realnej zmiany mentalnej po stronie polityków.

Brzeski dodawał, że argumentów za innym traktowaniem pokera jest wiele. Wskazywał na badania dotyczące umiejętnościowego charakteru gry, odmiennych mechanizmów psychologicznych niż w klasycznych grach kasynowych oraz obecność pokera w strukturach sportów umysłowych. W jego ocenie problem polega nie tylko na braku regulacji, ale również na braku gotowości do oddzielenia pokera od innych form hazardu w samej debacie publicznej.

Poker potrzebuje kampanii wizerunkowej

Ważnym wątkiem panelu była także potrzeba zmiany społecznego postrzegania pokera. Wojciech Łozowski argumentował, że potrzebna jest kampania informacyjna pokazująca, jak poker wygląda naprawdę. Nie tylko jako gra zawodowa, ale również jako forma spędzania czasu, rywalizacji i spotkania z ludźmi.

Łozowski wskazywał, że na świecie operatorzy organizują pokazowe turnieje z udziałem znanych sportowców, celebrytów i przedstawicieli biznesu. Jego zdaniem podobne wydarzenia mogłyby pomóc w Polsce odczarować wizerunek pokera i pokazać, że nie jest to świat oszustów, gangsterów czy podziemnych lokali.

W tej części dyskusji pojawiło się jednak pytanie, kto miałby za taką kampanię odpowiadać. Ariel Moskała zauważył, że naturalnym kandydatem byliby najwięksi operatorzy pokerowi, ale pozostaje pytanie, czy rzeczywiście mają interes w tym, by walczyć o legalizację rynku, który dziś w praktyce i tak obsługują poza polskim systemem podatkowym.

Paweł Brzeski zauważył, że z perspektywy globalnych operatorów Polska może być zbyt małym rynkiem, aby prowadzić intensywny lobbing. Dodał też, że skoro polscy gracze i tak korzystają z zagranicznych platform, operatorzy nie mają oczywistej motywacji, by zabiegać o model, w którym musieliby płacić podatki w Polsce.

Międzynarodowa pula graczy i sensowny podatek jako kluczowe postulaty

Na zakończenie panelu Maciej Akimow poprosił pokerzystów o wskazanie najważniejszych postulatów dotyczących ewentualnych regulacji. Mikołaj Zawadzki podkreślił, że zawodowi gracze nie sprzeciwiają się opodatkowaniu. Problemem jest raczej brak legalnej i racjonalnej ścieżki, która pozwalałaby im normalnie funkcjonować, rozliczać wygrane i mówić publicznie o swojej profesji.

Zawadzki wskazywał, że zawodowi pokerzyści zostawiają operatorom duże kwoty w postaci rake’u, od którego można byłoby pobierać podatek. Podobnie mówił Paweł Brzeski, który zwracał uwagę na dwa warunki sensownej regulacji: przejrzysty system podatkowy oraz dostęp do międzynarodowej puli graczy. Bez tego legalny poker online mógłby powstać wyłącznie na papierze, bo zbyt mała płynność szybko uczyniłaby go nieatrakcyjnym dla graczy.

W tym punkcie panel wrócił do problemu, który przewijał się przez całą dyskusję. Sama formalna legalizacja pokera nie wystarczy, jeśli zostanie zaprojektowana w oderwaniu od realiów produktu. Zbyt mała pula graczy, nadmierne obciążenia podatkowe, brak możliwości organizacji dużych wydarzeń live czy dalsze traktowanie pokera wyłącznie jako klasycznego hazardu mogłyby sprawić, że rynek nadal pozostałby martwy.

Na zakończenie Maciej Akimow zaapelował o wspólne działania i zapowiedział większą aktywność środowiska wokół tematu pokera. Bez tego Polska nadal będzie tracić graczy, wydarzenia i pieniądze na rzecz rynków, które potrafiły wpisać pokera w legalny i bardziej przewidywalny system. Dziś korzystają na tym Praga, Bratysława czy Las Vegas, a nie Warszawa, Kraków czy Gdańsk.

Komentarze

Piotr

Bardzo ciekawy panel!

0
0

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *