Emocje, ogromny chaos, nieprzewidywalność. Rynek rumuński w kryzysie?
Vlad-Cristian Soare, były prezes rumuńskiego regulatora hazardu ONJN, mówi wprost, komu zaszkodziły jego decyzje. W rozmowie z dziennikiem Adevărul wskazuje na tych, którym zależało na braku cyfryzacji, nieprzejrzystości nadzoru i interpretacjach prawa sprzyjających wybranym operatorom. Do nowego kierownictwa instytucji apeluje, żeby osoby dotknięte uzależnieniem od hazardu nie stały się ofiarą zmian kadrowych.

Kogo uderzyły jego decyzje
Soare objął rumuński urząd 17 kwietnia 2025 roku, w momencie, gdy instytucja mierzyła się z kryzysem wizerunkowym po audycie, który wykazał około 900 mln euro brakujących podatków. Został odwołany z funkcji bez podania jasnego powodu, o czym informował wówczas w mediach społecznościowych.
W rozmowie z rumuńskim dziennikiem Adevărul pytano go, czyje interesy naruszył. Odpowiedź wymienia konkretne mechanizmy, które jego zdaniem działały na czyjąś korzyść.
„Jeśli pytacie, czyje interesy zakłóciłem, uważam, że odpowiedź leży dokładnie w tych działaniach, a konkretnie w interesach tych, którzy zyskiwali na braku cyfryzacji, braku przejrzystości, nadzorze podatnym na wpływy zewnętrzne, interpretacjach prawa faworyzujących niektórych operatorów albo na utrzymywaniu mechanizmów pozwalających unikać zobowiązań podatkowych”.
Wśród rozwiązań, które wprowadził, wymienia obowiązkowe kody QR i znaczniki geolokalizacyjne na urządzeniach do gier, pozwalające ustalić, ile legalnych automatów faktycznie działa w kraju. Drugim filarem była modernizacja systemów informatycznych nadzoru oraz nowy centralny rejestr samoograniczeń, dostępny online dla graczy z całej Rumunii.
Soare nie twierdzi, że rozwiązał wszystkie problemy instytucji. Mówi jednak, że zmienił przepisy, podjął kluczowe decyzje i zostawił projekty, z których część była gotowa do natychmiastowego wdrożenia.
Program za 5 mln euro pod lupą
Za jego kadencji ONJN uruchomił program „Świadomy i wolny”, w ramach którego na działania przeciw problemowemu hazardowi przeznaczono 5 mln euro w formie dotacji z bezpośredniego finansowania rządowego. Program szybko wzbudził podejrzenia o powiązania części wybranych organizacji z branżą hazardową. Nazwy odbiorców nie zostały ujawnione publicznie, ogłoszono je za pomocą kodów.
Nowe kierownictwo ONJN pod przewodnictwem Valentina-Ioana Tomescu zapowiedziało pełną kontrolę programu, wskazując na pytania o przejrzystość procesu kodowego i zobowiązania finansowe. Soare odpowiada, że publikowanie wyników kodami było zabiegiem proceduralnym, który miał ograniczyć dostęp pracowników i zarządu urzędu do szczegółów projektów, a samą ocenę prowadzili niezależni eksperci.
„Istniał problem z operacjonalizacją tych środków, konkretnie z ujęciem odpowiednich kategorii wydatków w strukturze budżetu. Rozmowy z Ministerstwem Finansów prowadzono właśnie po to, żeby to rozwiązać, i wypracowano rozwiązanie legislacyjne”.
Były prezes zaznacza, że to rozróżnienie zostało jego zdaniem słabo pokazane w komunikacji publicznej: czym innym jest techniczny, prawny albo budżetowy problem do rozwiązania przed podpisaniem umów, a czym innym wrażenie, że program wystartował bez finansowego zaplecza.
Apel do nowego kierownictwa
Soare patrzy dziś na pracę ONJN z boku, ale zostawia jedną wyraźną wiadomość dla obecnego zarządu. Dotyczy ona osób, dla których ten system w ogóle istnieje.
„Proszę ludzi w ONJN, żeby nie zamieniali osób dotkniętych uzależnieniem od hazardu w szkody uboczne zmian kierowniczych”.
Dodaje, że choć nie jest już prezesem urzędu, ma publiczną odpowiedzialność za wyjaśnienie, co udało się zrobić i dlaczego jego zdaniem pracy instytucji nie należy porzucać.
Rumunia jako przypadek ostrzegawczy
Rumuński wątek znamy w Polsce nie tylko z kroniki kadrowej. Pisaliśmy o odbudowie nadzoru po skandalu z brakującymi podatkami oraz o tym, jak odwołanie szefa urzędu wyglądało od strony procedury, a Adam Lamentowicz opowiadał nam o tym, jak funkcjonuje ten rynek choćby pod kątem regulacji, jak bywa nieprzewidywalny.
Wywiad z Soare pokazuje, że zmiana na szczycie regulatora nie zamyka sprawy. Program, który miał finansować walkę z uzależnieniem, jest dziś badany przez następców, a jego twórca publicznie rozlicza się z tego, komu zaszkodził.
Tło całej tej sprawy jest bardzo charakterystyczne dla rynku rumuńskiego, dużo chaosu i nieprzewidywalności.
Polecane

