Dokąd zmierza polski rynek iGamingu? Branża zabrała głos
Podczas Kongresu iGaming Polska w Warszawie odbył się jeden z najbardziej oczekiwanych paneli – „Dokąd zmierza polski rynek iGamingu? Analiza, predykcje i pułapki wzrostu”. Przy jednym stole zasiedli: Maciej Kasprzak z Totalizatora Sportowego, Łukasz Seweryniak z Superbetu, Marcin Doszczeczko z LVBet, Wiktor Grabarczyk z BF Games, Marek Plota z RM Legal i Gaming in Poland oraz Piotr Fedak z Promatic Group. Moderatorem był Maciej Akimow, założyciel serwisu iGaming Polska i pomysłodawca kongresu. Przez ponad godzinę rozmawiali o tym, czego polskiemu rynkowi brakuje, co go blokuje i dokąd zmierza.

Rynek jak ring bokserski
Debata zaczęła się od prośby o jednozdaniową ocenę polskiego rynku. Odpowiedzi były wymowne. Łukasz Seweryniak nazwał go „wysoce konkurencyjnym, legislacyjnie archaicznym i zdominowanym przez monopol”. Wiktor Grabarczyk porównał Polskę do „ostatniego bastionu po upadku Finlandii”. Marcin Doszczeczko zauważył, że rynek rzutem oka wygląda stabilnie, ale ta stabilność ukrywa poważne naprężenia. Najbarwniej ujął to Marek Plota, który opisał go jako ring bokserski z Totalizatorem walczącym z ukrytą szarą strefą, firmami bukmacherskimi inwestującymi miliony w marketing i wzajemną rywalizację, oraz nielegalnym graczem trzecim, który trzyma się zaskakująco dobrze.
Liczby to potwierdzają: w szczytowym momencie Ministerstwo Finansów licencjonowało 23 podmioty bukmacherskie, dziś jest ich 16. Rynek rośnie nominalnie, ale w sensie podmiotowym się kurczy.
– Ten rynek ma się zaskakująco dobrze, choć w mojej ocenie przypomina trochę ring bokserski, na którym jest kilku zawodników. I jest niestety jeszcze ten trzeci zawodnik, czyli wspomniana już szara strefa, który obawiam się, że ma się całkiem nieźle. – mówił Marek Plota.

Monopol, który wszystkich krępuje
Jednym z głównych wątków panelu była pozycja Totalizatora Sportowego i wynikający z niej paradoks. Z jednej strony państwowy operator kasyna online, jedyny legalny w Polsce, rozwijający się dynamicznie: ponad 5 miliardów złotych trafiło w zeszłym roku do państwa w formie podatków i dopłat. Z drugiej firma, która nie może otwarcie reklamować własnej marki, bo ustawa hazardowa zabrania promowania kasyn.
Maciej Kasprzak przyznał, że ograniczenia są realne, ale podkreślał, że model jest „zbilansowany i odpowiedzialnie skonstruowany”. Marek Plota podsunął natomiast kontrowersyjny pomysł: dopuszczenie sektora prywatnego do rynku kasynowego, choćby w formule white label, mogłoby paradoksalnie pomóc samemu Totalizatorowi rosnąć szybciej i skuteczniej walczyć z szarą strefą.
– Czasami boli mnie, że logo totalizatora sportowego, czy informacja w ogóle o Total Casino nie może się pojawić, niemniej regulacje są, jakie są i naszą rolą jest poruszać się w ich ramach. – powiedział Maciej Kasprzak.

Archaiczna ustawa jako hamulec innowacji
Najsilniejszy sygnał, jaki wypłynął z panelu, dotyczył innowacji, a raczej jej braku. Firmy bukmacherskie mają pomysły. Nie mają prawa ich wdrażać. Każda zmiana regulaminu wymaga akceptacji Ministerstwa Finansów, a proces trwa średnio sześć miesięcy, często dłużej.
Marcin Doszczeczko opisał, jak LVBet jako pierwsza marka w Polsce wprowadził bet buildera czy weryfikację przez mObywatela, produktów, które za granicą działają od lat. Łukasz Seweryniak dodał, że Superbet przez ponad pięć lat na rynku porusza się w tym samym zestawie produktów, bo regulacje nie pozwalają na więcej. Wiktor Grabarczyk wskazał na problem strukturalny: polska ustawa została napisana z myślą o fizycznych maszynach, nie o oprogramowaniu online. Na Malcie regulator pyta dostawców co kwartał, jak zmienił się ich soft i jak te zmiany wpłynęły na produkt. W Polsce nikt o to nie pyta.
– Soft online’owy jest żywą materią. On posiada pewne błędy, bugi, które na bieżąco są poprawiane. O to pyta regulator na Malcie. Jak ten soft się zmienił? W jaki sposób wpłynęły te zmiany na funkcjonowanie państwa produktu? W Polsce? Nikt o to nie pyta. – mówił Wiktor Grabarczyk.
12% podatku, który boli wszystkich
Podatek obrotowy w wysokości 12% to temat, przy którym panelistom wyraźnie nie dawało spokoju. Polska jest jednym z pięciu krajów w Europie, które stosują podatek od obrotu zamiast od przychodu brutto (GGR). I ma go najwyższy: dla porównania Portugalia 8%, Niemcy i Chorwacja około 5%, Irlandia 2%.
Marcin Doszczeczko wytłumaczył mechanizm na konkretnym przykładzie: klient wpłaca 1000 złotych i gra na kurs 3. U legalnego operatora wypłata wynosi około 2360 złotych. U nielegalnego 3000 złotych. Różnica to 25% na wygranej. Klienci to widzą i potrafią liczyć. Dodał, że model opodatkowania od obrotu pochodzi z 1992 roku, kiedy nie istniały ani zakłady online, ani bonusy. Dziś operatorzy płacą ten podatek także od każdej akcji bonusowej. Podkreślił też, że obecny produkt bukmacherski to przede wszystkim produkt cyfrowy i regulacja powinna to odzwierciedlać, tymczasem ustawa wciąż myśli kategoriami analogowego świata. Zmiana na model GGR to według uczestników panelu kwestia nie tylko konkurencyjności, ale przeżycia dla mniejszych podmiotów.

Regulator, którego nie ma przy stole
Kongres został zorganizowany z myślą o dialogu, także z regulatorem. Regulator nie odpowiedział nawet na zaproszenie.
Ten fakt wybrzmiał na panelu z wyraźną ironią. Marek Plota opisał sytuację, w której nie ma nawet śmiałości zaprosić polskiego regulatora na międzynarodową konferencję SBC w Tbilisi, bo obawia się odmowy. Na tej samej konferencji będą obecni regulatorzy ze Słowacji, Czech, Estonii, Litwy i Łotwy. Polska, prawdopodobnie nie. Marcin Doszczeczko porównał to do doświadczeń z innych rynków, gdzie cykliczne spotkania z regulatorem raz na miesiąc są standardem. Plota postulował wyodrębnienie regulatora ze struktur Ministerstwa Finansów, na wzór prezesa UOKiK czy UODO, żeby był niezależny od kalendarza politycznego.
– Ja jestem na tym rynku dość długo i powiem szczerze, że na przestrzeni ostatnich 10-15 lat nic się nie zmieniło, jeśli chodzi o regulatora. Zależy nam na rozwoju, chcemy wprowadzać różne innowacje, ale tak naprawdę po tej drugiej stronie nie mamy partnera. – powiedział Łukasz Seweryniak.

Szara strefa: rywal, który nie gra według zasad
Szara strefa była obecna w każdym wątku debaty jak tło, którego nie można zignorować. Maciej Kasprzak zaznaczył, że to właśnie reklamowo, a nie technologicznie, szara strefa robi się coraz potężniejsza. Nielegalni operatorzy zalewają media społecznościowe, pozycjonują się na hasła typu „gra bez podatku” i docierają do graczy, którzy nie wiedzą, że grają nielegalnie.
Akimow przywołał głośną „aferę lewandowsko-polakowo-streamerską”, po której część Polaków po raz pierwszy dowiedziała się, że w Polsce funkcjonują nielegalne kasyna online. Paneliści zgodzili się: edukacja jest potrzebna, ale legalni operatorzy mają bardzo ograniczone możliwości komunikowania o sobie, właśnie dlatego, że ustawa hazardowa zabrania reklamy kasyn. Paradoks jest więc pełny: legalny rynek nie może się reklamować, nielegalny może, i robi to agresywnie.
– Moim zdaniem szara strefa rośnie przede wszystkim reklamowo i komunikacyjnie. Widzimy, jak bardzo rozbudowała się w ostatnim czasie nie technologia, tylko reklama. – mówił Maciej Kasprzak.
Polska firma w polskiej branży
Osobny wątek dotyczył Promatic Group, jedynego w pełni polskiego dostawcy technologii i gier na tym rynku. Piotr Fedak opisał ich pozycję nie jako gest patriotyzmu, ale świadomą decyzję strategiczną: Polska to ich priorytet rynkowy, a polska obecność oznacza produkty dostosowane do lokalnych oczekiwań, pełne płacenie podatków i budowanie miejsc pracy w Warszawie i Jeleniej Górze. Fedak podkreślił też, że inicjatywy takie jak polityka local content muszą mieć realną sprawczość, inaczej pozostają tylko ładnym hasłem.

Wiktor Grabarczyk z BF Games dodał, że jego marzeniem zawodowym jest uzyskanie kiedykolwiek licencji B2B w Polsce, na wzór Wielkiej Brytanii, Malty czy Stanów Zjednoczonych, co dałoby dostawcom formalny status i związane z nim standardy bezpieczeństwa i odpowiedzialności społecznej.
– Moim marzeniem jako CEO, ale też głównie jako prawnika jest uzyskanie kiedyś licencji B2B w Polsce. To świadczyłoby o tym, że ten dostawca dostarcza ten swój content, ten swój soft, te swoje rozwiązania IT w sposób odpowiedzialny społecznie. – powiedział Wiktor Grabarczyk.
Co dalej?
Panel nie dał gotowych odpowiedzi, i chyba nie o to chodziło. Dał coś innego: rzadko spotykaną przestrzeń, w której część polskiego rynku hazardowego mówiła szczerze i bez owijania w bawełnę. O tym, że regulacje są archaiczne. Że podatek niszczy konkurencyjność. Że regulator nie rozmawia z branżą. I że szara strefa rośnie, bo legalny rynek nie może się promować.
Polecane