Były czeski regulator do Polski: blokowanie domen nie ochroni graczy
Polska ma rejestr domen zakazanych, ale na tym w dużej mierze kończy się nasza walka z nielegalnym hazardem, brakuje realnej współpracy między instytucjami, wymiany informacji i skoordynowanych działań. Jan Rehola, były czeski regulator, mówi jednak w rozmowie z iGamingPolska wprost: jeśli państwo nie połączy danych, legalnego rynku i egzekwowania prawa, kolejne ograniczenia mogą jedynie wypchnąć graczy poza obszar, nad którym ktokolwiek ma kontrolę.

Blokowanie domen bez wspólnego działania zostaje pozorem
iGamingPolska skontaktowała się z Janem Reholą, byłym czeskim regulatorem, aby zapytać o dwie sprawy kluczowe także dla polskiego rynku: czego brakuje w walce z szarą strefą oraz gdzie leży granica, po której zaostrzanie regulacji zaczyna działać przeciwko ochronie graczy.
Rehola nie wskazuje jednego brakującego narzędzia. Jego odpowiedzi układają się w prostą radę dla polskiego regulatora: nie wystarczy blokować dostęp, zbierać dane albo nakładać kolejne obowiązki. Te elementy muszą prowadzić do wspólnego, szybkiego działania.
Rejestr, dane i samowykluczenie nie działają osobno
Pytanie iGamingPolska: Polska posiada rejestr domen blokowanych oraz system samowykluczenia, jednak szara strefa nadal funkcjonuje. Czego najbardziej nam brakuje: lepszych danych, współpracy operatorów czy skuteczniejszego egzekwowania prawa?
Niewygodna odpowiedź brzmi: żaden z tych elementów nie jest wystarczający sam w sobie. Najczęściej brakuje struktury, która łączyłaby wszystkie trzy obszary i przekładała informacje na skoordynowane działania.
Lepsze dane pomagają zrozumieć, w jaki sposób działa nielegalny rynek, jak gracze do niego trafiają oraz jakie kanały płatnicze, reklamowe i afiliacyjne go wspierają. Równie ważna jest współpraca operatorów, ponieważ legalny rynek często dostrzega nowe trendy wcześniej niż organy administracji publicznej. Jednak bez skutecznego egzekwowania prawa ani dane, ani współpraca nie mają większej wartości.
Z naszych czeskich doświadczeń wynika, że najlepsze rezultaty osiąga się wtedy, gdy wszystkie właściwe instytucje mają wspólny cel i stale ze sobą współpracują. Dlatego Instytut Regulacji Hazardu (IPRH) powołał Krajową Grupę Zadaniową ds. Walki z Nielegalnym Rynkiem, skupiającą IPRH, Ministerstwo Finansów, Administrację Celną oraz niezależnych ekspertów.
Za pośrednictwem tej platformy współpracujemy również z innymi organami publicznymi, w tym z Czeskim Bankiem Narodowym, Czeskim Urzędem Telekomunikacyjnym, Urzędem Analiz Finansowych oraz regulatorem rynku mediów. Każda z tych instytucji kontroluje inny element środowiska, w którym funkcjonują nielegalni operatorzy — od płatności i reklamy po dostęp do internetu i przepływy finansowe.
Nielegalny rynek prawdopodobnie zawsze będzie działał szybciej niż instytucje publiczne. Różnicę tę można jednak znacząco ograniczyć, jeżeli instytucje komunikują się ze sobą, wymieniają informacje i działają w ramach wspólnej platformy, zamiast pracować w izolacji.
Dla nas jest to również element ochrony graczy. Odpowiedzialny, legalny rynek nie może skutecznie chronić graczy, jeżeli drogi prowadzące do nielegalnego środowiska pozostają szeroko otwarte.
Najbardziej niewygodna prawda dla regulatora
Pytanie iGamingPolska: Gdyby miał Pan przekazać polskiemu regulatorowi jedną niewygodną prawdę wynikającą z czeskich doświadczeń, co by to było?
Nie można chronić graczy za pomocą regulacji, jeżeli regulacje stopniowo wypychają ich poza rynek regulowany.
Regulatorzy z natury mają tendencję do postrzegania rynku z perspektywy państwa oraz obowiązków nakładanych na operatorów. Każde nowe ograniczenie powinno być jednak oceniane również z perspektywy gracza: jak klient faktycznie zareaguje, zwłaszcza obecnie, gdy przejście poza regulowane środowisko często wymaga zaledwie kilku kliknięć?
Rzeczywiste pytanie nie brzmi więc wyłącznie, czy dana regulacja zaostrza zasady na rynku licencjonowanym, lecz czy rzeczywiście zmienia zachowanie graczy. Czy gracze ograniczają udział w grach hazardowych, czy po prostu przenoszą się do nielicencjonowanych operatorów, którzy oferują mniej ograniczeń, wyższe bonusy lub produkty niedostępne już legalnie?
Niewygodna prawda polega na tym, że regulator może wprowadzać coraz bardziej rygorystyczne zasady na legalnym rynku, podczas gdy ogólny poziom ochrony graczy faktycznie spada, ponieważ coraz większa część aktywności przenosi się poza obszar widoczny dla organów nadzoru.
Dlatego regulacje, egzekwowanie prawa i dialog muszą rozwijać się równolegle. Z naszych doświadczeń wynika, że obszary wspólnego interesu państwa, niezależnych ekspertów i legalnego rynku są znacznie szersze, niż może się początkowo wydawać — szczególnie w zakresie ochrony graczy i walki z nielegalnym rynkiem.
Celem nie powinno być stworzenie możliwie najbardziej restrykcyjnego legalnego rynku, lecz rynku najbezpieczniejszego spośród tych, z których gracze nadal chcą korzystać.
Z czeskiej perspektywy problem nie sprowadza się więc do liczby zablokowanych adresów ani do poziomu restrykcji nakładanych na legalnych operatorów. Prawdziwym testem skuteczności jest to, czy gracz pozostaje w środowisku, w którym można go realnie chronić, a instytucje potrafią reagować na cały łańcuch nielegalnej działalności, od reklamy i afiliacji po płatności oraz dostęp do serwisów.
Do tego potrzebna jest jednak stała współpraca między branżą, regulatorem i instytucjami finansowymi. W Polsce nadal jej brakuje, podobnie jak realnej wymiany informacji i skoordynowanych działań. Dialog z legalnym rynkiem jest w praktyce niemal nieobecny, choć to właśnie operatorzy często jako pierwsi dostrzegają nowe mechanizmy działania szarej strefy.
Polecane

