Człowiek Mety doradza i prezydentowi, i resortowi cyfryzacji. Tak nie powinno wyglądać państwo
Jakub Turowski, dyrektor ds. polityki publicznej na Europę Środkowo-Wschodnią w firmie Meta, znalazł się zarówno w Radzie do Spraw Cyfryzacji powołanej przez Ministerstwo Cyfryzacji, jak i w Radzie Nowych Mediów przy Prezydencie RP Karolu Nawrockim. Formalnie nie ma w tym niczego zakazanego. Problem zaczyna się jednak tam, gdzie przedstawiciel jednego z największych koncernów technologicznych świata uzyskuje dostęp do dwóch ważnych gremiów doradzających państwu w obszarach bezpośrednio związanych z działalnością jego pracodawcy. To sytuacja, która wymaga nie tylko wyjaśnień, ale przede wszystkim znacznie wyższych standardów przejrzystości.

Ten sam człowiek, dwa państwowe gremia
23 grudnia 2025 roku Ministerstwo Cyfryzacji poinformowało o powołaniu VI kadencji Rady do Spraw Cyfryzacji. Wśród jej członków znalazł się Jakub Turowski. Resort przedstawił go jako „dyrektora ds. polityki publicznej na Europę Środkowo-Wschodnią w firmie Meta”, odpowiedzialnego między innymi za strategiczne relacje z decydentami i regulatorami.
Kilka miesięcy później, 15 kwietnia 2026 roku, Turowski znalazł się również w składzie Rady Nowych Mediów przy Prezydencie RP Karolu Nawrockim. Oficjalna strona prezydenta wymienia go jako 22. członka tego gremium.
Nie chodzi więc o przypadkową zbieżność nazwisk. To ten sam przedstawiciel firmy Meta, uczestniczący równocześnie w pracach gremiów związanych z dwoma różnymi ośrodkami władzy.
Rady mają doradzać państwu. Ale w czyim interesie?
Sama obecność przedstawicieli biznesu w zespołach eksperckich nie musi być czymś niewłaściwym. Administracja publiczna potrzebuje wiedzy praktyków, przedsiębiorców i ekspertów znających funkcjonowanie nowych technologii od środka.
Problem pojawia się jednak wtedy, gdy ekspert jest jednocześnie wysokiej rangi przedstawicielem firmy, której działalność może podlegać regulacjom tworzonym i ocenianym przez państwo.
Meta jest właścicielem m.in. Facebooka, Instagrama i WhatsAppa. Tymczasem Rada Nowych Mediów ma być – według Kancelarii Prezydenta – eksperckim zapleczem głowy państwa w kwestiach transformacji cyfrowej, funkcjonowania rynku medialnego i rozwoju nowych technologii.
Ministerialna Rada do Spraw Cyfryzacji również zajmuje się obszarami mającymi znaczenie dla rynku technologicznego.
Dlatego pytanie nie powinno brzmieć wyłącznie: czy przedstawiciel Mety może zasiadać w takiej radzie?
Powinno brzmieć: jak państwo zabezpiecza się przed sytuacją, w której interes prywatnej korporacji może zderzyć się z interesem publicznym?
Problemem jest również pozór konfliktu interesów
Standardy etyczne w instytucjach publicznych nie powinny ograniczać się do sprawdzania, czy konkretna nominacja jest formalnie dopuszczalna.
Liczy się również zaufanie obywateli.
Jeżeli osoba zawodowo odpowiedzialna za relacje globalnego koncernu technologicznego z decydentami i regulatorami jednocześnie otrzymuje miejsce przy stołach doradczych państwa, obywatel ma prawo zapytać, gdzie kończy się ekspercka wiedza, a zaczyna możliwość wpływania na otoczenie regulacyjne korzystne dla pracodawcy.
Nie przesądza to, że Jakub Turowski wykorzystuje swoją funkcję w taki sposób. Nie przedstawiono dowodów, które pozwalałyby wysunąć taki zarzut.
Ale właśnie dlatego państwo powinno dysponować jasnymi regułami dotyczącymi konfliktów interesów, ujawniania powiązań zawodowych, wyłączania członków rad z prac nad określonymi tematami oraz publikowania informacji o tym, kto i dlaczego został do takich gremiów wybrany.
Dwa polityczne obozy, ta sama decyzja personalna
Sprawa jest tym bardziej interesująca, że nominacje pochodzą z dwóch różnych ośrodków politycznych.
Ministerstwo Cyfryzacji kierowane przez Krzysztofa Gawkowskiego powołało Turowskiego do Rady do Spraw Cyfryzacji, a kilka miesięcy później znalazł się on w Radzie Nowych Mediów przy prezydencie Karolu Nawrockim.
Można uznać to za dowód na wysoką ocenę jego kompetencji przez polityków różnych stron.
Można jednak również postawić inne pytanie: czy przedstawiciel jednego z najpotężniejszych koncernów technologicznych na świecie powinien mieć tak szeroki dostęp do gremiów doradzających polskiemu państwu w sprawach dotyczących technologii, mediów i regulacji cyfrowych?
Jeżeli odpowiedź brzmi „tak”, obie instytucje powinny bardzo dokładnie wyjaśnić opinii publicznej, według jakich kryteriów dokonano wyboru i jakie mechanizmy zabezpieczające zastosowano.
Transparentność powinna być warunkiem, nie dodatkiem
Nie chodzi o odbieranie przedstawicielom biznesu prawa do uczestniczenia w debacie publicznej. Chodzi o przejrzystość.
Jeśli pracownik firmy zainteresowanej decyzjami regulacyjnymi państwa otrzymuje funkcję w organie doradczym tego państwa, powinno być publicznie wiadomo, dlaczego został wybrany, jakie interesy zawodowe reprezentuje, czy podpisał deklarację dotyczącą konfliktu interesów oraz czy istnieją sprawy, z których prac będzie wyłączany.
Tego rodzaju informacje powinny być standardem.
Bo nawet jeżeli wszystko odbyło się zgodnie z prawem, państwo powinno unikać sytuacji, które mogą tworzyć wrażenie uprzywilejowanego dostępu wielkich korporacji do osób podejmujących decyzje publiczne.
W przypadku Jakuba Turowskiego pytania są więc zasadne i powinny zostać skierowane zarówno do Kancelarii Prezydenta RP, jak i do Ministerstwa Cyfryzacji. Oczywiście tak też zrobiliśmy, o czym więcej w kolejnym artykule.
Dopiero odpowiedzi obu instytucji pokażą, czy za nominacjami stały wyłącznie kompetencje eksperckie i czy potencjalny konflikt interesów został właściwie zidentyfikowany oraz zabezpieczony.
Polecane


Komentarze
Polskie panstwo w pigulce