2026-10-10 00:00 / 9999-12-31 23:59 | Lotto | Gierki | 1110×200
2026-10-10 00:00 / 9999-12-31 23:59 | Lotto | Gierki | 1110×200

Brazylia negatywnym przykładem dla całej legalnej branży. Szara strefa w euforii

Autor: Bartosz Burzyński

Data publikacji: 12.10.2026

Zakaz zakładów i gier online, którym prezydent Brazylii Luiz Inácio Lula da Silva zamknął regulowany rynek na dziewięć dni przed pierwszą turą wyborów, nie zatrzymał czarnego rynku. W dniu potwierdzenia decyzji platforma monitorująca BetLegal doliczyła się 575 nieautoryzowanych serwisów bukmacherskich, o 244 więcej niż dzień wcześniej, czyli o 74 proc. w ciągu doby. Równie wymowne są dane firmy Blask: gracze odwracają się od legalnych stron, a u nielegalnych operatorów może zostać nawet 21 z 25,2 mln brazylijskich graczy.

Reakcja przyszła natychmiast

Decyzja była finałem serii politycznych i legislacyjnych ruchów. Spodziewano się ograniczenia kasyn online, ale prezydent poszedł na całość i zamknął cały regulowany rynek zakładów sportowych oraz gier online. Operatorzy przestali przyjmować depozyty i zawierać umowy reklamowe oraz sponsoringowe, a od 6 października licencjonowane serwisy wyłączono. Szczegóły decyzji i kalendarz wygaszania opisywaliśmy pod koniec września.

Tempo przyrostu widać wyraźniej w sekwencji dni. Platforma BetLegal, utrzymywana przez Krajowe Stowarzyszenie Gier i Loterii (ANJL), wskazywała 21 września 102 nielegalne serwisy, cztery dni później już 331, a w dniu potwierdzenia decyzji 575. Amilton Noble z firmy Hebara, która udostępniła te statystyki, skwitował to krótko: „Nie lubię mówić »ostrzegałem«. Ale ostrzegałem… Będzie gorzej”.

Blask: załamanie po stronie legalnej, spokój po stronie nielegalnej

Drugi zestaw danych dostarcza firma analityczna Blask, śledząca ruch w wyszukiwarkach i na stronach bukmacherskich. W tygodniu od 26 września do 1 października wizyty na licencjonowanych serwisach bet.br spadły o 74 proc., a zapytania o marki legalnych operatorów o 82-83 proc. Część tego spadku to efekt samego wygaszania: klienci zamykali konta i wycofywali środki przed wyznaczonym przez rząd terminem 5 października.

Nielegalna konkurencja takich problemów nie ma. Zasięg serwisów spoza systemu licencji utrzymał się blisko normalnego poziomu, a aktywność w przeliczeniu na jednego odwiedzającego wzrosła nawet o 40 proc. Udział nielegalnych marek w wyszukiwaniach urósł z 4 do 16 proc.

Indie pokazały, dokąd prowadzi taki zakaz

Prognoza o 21 mln graczy nie jest luźną spekulacją. Blask porównuje Brazylię z Indiami, które rok wcześniej poszły podobną drogą i zakazały gier na prawdziwe pieniądze. Tamtejszy regulowany rynek tracił zasięg przez trzy miesiące, łącznie o 73 proc., a po tym okresie 63 proc. graczy nadal obstawiało, w większości u firm bez licencji.

Brazylijskie tąpnięcie przyszło znacznie szybciej. Regulowany rynek stracił porównywalną część zasięgu już w pierwszym tygodniu, co analitycy Blask wiążą z krótkimi terminami narzuconymi przez decyzję prezydenta. Jeśli prognoza się potwierdzi, zdecydowana większość z 25,2 mln graczy przeniesie się tam, gdzie brazylijskie regulacje nie obowiązują.

Operatorzy: zakaz nie usuwa popytu

Operatorzy mówili o tym od dawna. Podczas SBC Summit w Lizbonie przedstawiciele największych grup przekonywali jednym głosem: zakaz nie likwiduje popytu na zakłady, tylko przenosi go poza system licencji.

Albert Simehnson, zastępca dyrektora generalnego Super Technologies, spółki stojącej za Superbetem, liczy na inny finał sporu wokół zakazu: „Mamy nadzieję, że ten proces znajdzie inne rozstrzygnięcie”. Jego zdaniem obecne rozwiązanie nie ogranicza szkód, a jedynie odbiera graczom ochronę.

„Obecny stan nie ogranicza szkód związanych z zakładami ani z hazardem. Po prostu przenosi je na platformy, na których mieszkańcy Brazylii będą mniej chronieni, słabiej zaopiekowani i znacznie bardziej narażeni na uzależnienie lub inne skutki uboczne, którymi mogą martwić się decydenci”.

Podobnie mówili na tym samym panelu przedstawiciele Allwyn Digital, Flutter Entertainment i Betssona. Szef Allwyn Digital Krasimir Spajic wskazywał, że działalność wycięta z rynku nie przestaje istnieć, tylko przechodzi do podmiotów, które nie płacą w Brazylii podatków.

„Jeśli zakażemy jakiejś działalności hazardowej na rynku, to nie znaczy, że ona przestanie istnieć. To znaczy tylko, że przeniesie się do podmiotu, który nie jest regulowany, nie płaci podatków w kraju, a co najważniejsze, prawdopodobnie nie przestrzega wszystkich regulacyjnych wymogów dotyczących odpowiedzialnej gry i nie chroni konsumenta na rynku”.

Rozstrzygnięcie jeszcze nie zapadło

Zakaz nie jest ostatecznym rozstrzygnięciem. Jego los zależy od debaty w Sądzie Najwyższym, decyzji Kongresu i wyniku drugiej tury wyborów prezydenckich, zaplanowanej na 25 października. Tego samego dnia formalnie wygasną federalne zezwolenia operatorów, więc Brazylijczycy pójdą do urn w momencie, gdy regulowany rynek pozostaje wyłączony.

Stawką jest przyszły model rynku. W najnowszym sondażu Flávio Bolsonaro wysunął się przed Lulę, choć różnica pozostaje w granicach błędu. Kandydat zapowiada przywrócenie zakładów sportowych przy utrzymaniu zakazu kasyn online. O kształcie przepisów zdecydują jednak nie tylko wybory, ale też Kongres i toczące się postępowania prawne.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *