Gorzkie wnioski z wywiadu z Agatą Jagodzińską [KOMENTARZ]

Autor: Bartosz Burzyński

Data publikacji: 09.07.2026

Czytając wywiad z Agatą Jagodzińską, szefową Związkowej Alternatywy w KAS, trudno uciec od przygnębiającego wniosku: w walce z nielegalnym hazardem w Polsce najgorsza nie jest wcale zła wola czy surowe prawo, ale paraliżująca próżnia, w której mało kto wierzy w sens własnych działań. Ten tekst stanowi krótki komentarz do wniosków płynących z tej rozmowy. Pokazuje on rzeczywistość, w której szeregowi urzędnicy są zmuszani do brnięcia w oczywiste absurdy, podczas gdy decydenci z Ministerstwa Finansów całkowicie odcięli się od merytorycznego dialogu i oceny rzeczywistych skutków prawa.

Głuche telefony i ściany w Ministerstwie Finansów

Rozmowa z przewodniczącą Związkowej Alternatywy w KAS to lektura głęboko smutna. Pokazuje bowiem rządy, w których nikt nie odbiera telefonów, nikt ze sobą nie rozmawia, a urzędy działają jak autonomiczne, całkowicie odklejone od rzeczywistych celów księstwa. Wyłania się z tego obraz instytucjonalnej samotności. Kiedy szefowa dużego związku zawodowego, reprezentującego kilkadziesiąt tysięcy pracowników kluczowej administracji w kraju, przyznaje wprost, że odbija się od ściany, a kierownictwo Krajowej Administracji Skarbowej i Ministerstwa Finansów od miesięcy nie wykazuje najmniejszej chęci do merytorycznego dialogu, mamy do czynienia z systemową dysfunkcją.

Przeczytaj cały wywiad z Agatą Jagodzińską 

Ten brak zainteresowania jest o wiele gorszy niż twarde, nawet skrajnie negatywne podejście do branży hazardowej czy rygorystyczne zaostrzanie ustawy hazardowej. Gdyby Ministerstwo Finansów miało jasną, surową, ale spójną i uzasadnioną wizję uregulowania rynku, można byłoby z tym dyskutować, analizować argumenty i spierać się na płaszczyźnie merytorycznej. Zamiast tego mamy jednak do czynienia z kompletnym brakiem zainteresowania. Sprawami kluczowymi dla gospodarki i walki z szarą strefą, z której uciekają miliardy, po prostu nikt w gmachu przy Świętokrzyskiej nie chce się na poważnie zająć.

Opole jako stan umysłu

Najlepszą ilustracją tej fatalnej decentralizacji i braku jakiegokolwiek nadzoru jest przypadek Izby Administracji Skarbowej w Opolu. Agata Jagodzińska bez ogródek określa ją jako „bardzo specyficzną”. To elegancki eufemizm na określenie sytuacji, w której lokalna izba traktuje przepisy ustawy hazardowej zupełnie inaczej niż reszta kraju, tworząc własne, unikalne i absurdalne wykładnie prawne. Specyfika Opola zaszła tak daleko, że szefowa związku zawodowego sama musi prowadzić batalie sądowe i prokuratorskie przeciwko tamtejszemu dyrektorowi.

Muszę powiedzieć, że Izba Administracji Skarbowej w Opolu jest bardzo specyficzną izbą. Przepisy są tam często interpretowane inaczej niż w pozostałych izbach administracji skarbowej.

Sama prowadzę sprawy przeciwko dyrektorowi Izby Administracji Skarbowej w Opolu. Złożyłam zawiadomienie do prokuratury dotyczące utrudniania działalności związkowej i prowadzenia sporu zbiorowego. Wniosłam również pozew cywilny przeciwko dyrektorowi za działania godzące w dobre imię Związku Zawodowego Związkowa Alternatywa.

Fakt, że regionalny urząd skarbowy może latami budować własne interpretacje prawa, ignorując jednolite standardy państwowe, jest jaskrawym dowodem na to, że nadzór centralny nad KAS po prostu nie istnieje. Minister finansów Andrzej Domański  – jak z rezygnacją zauważa Jagodzińska – najprawdopodobniej o tych absurdach w ogóle nie wie, a nawet jeśli coś do niego dociera, to najwyraźniej uznaje to za problem niegodny uwagi. Minister, w którym związkowcy pokładali ogromne nadzieje jako w sprawnym menedżerze, stał się w ich oczach przede wszystkim politykiem, a sam gmach Ministerstwa Finansów zamienił się w twierdzę ignorującą sygnały z dołu.

Absurd sprawy Gimpera i urzędnik uwikłany we własną sieć

Rykoszetem tej bezwładności i braku jednolitej linii interpretacyjnej jest słynna już sprawa youtubera Gimpera, oskarżonego przez skarbówkę o promowanie nielegalnego hazardu tylko dlatego, że nagrał materiał ostrzegający przed jego skutkami. To kwintesencja urzędniczego absurdu i idealny przykład mechanizmu, w którym mało kto wierzy w sens tego, co robi. Szeregowi urzędnicy i funkcjonariusze, podobnie jak owa przesłuchiwana kobieta z KAS, doskonale widzą idiotyzm całej sytuacji. Wychodzą przed sąd bez przekonania, przymuszeni interpretacją, w którą sami nie wierzą, bo wiedzą, że całe oskarżenie stoi na głowie.

Zamiast ścigać podmioty offshore, które bezkarnie drenują polski rynek, machina państwowa uderza w twórcę realizującego de facto misję edukacyjną. Sam proces ujawnił kolejny absurd: zeznająca funkcjonariuszka KAS – według ślepej logiki przyjętej przez oskarżycieli – sama naruszyła ustawę hazardową, szczegółowo relacjonując przed sądem mechanizmy gry. Jagodzińska przyznaje bez owijania w bawełnę: będąc dyrektorem tej izby, po prostu spaliłaby się ze wstydu, kierując taki akt oskarżenia do sądu. Jednak w systemie pozbawionym centralnego sterowania nikt nie ma odwagi ani chęci, by pociągnąć za hamulec bezpieczeństwa i zatrzymać ten spektakl absurdu.

MF milczy, a szara strefa rośnie w siłę

To, jak głęboka jest ta znieczulica decyzyjna w Ministerstwie Finansów, idealnie koresponduje z codzienną pracą dziennikarską. Sytuacje, w których resort odpowiada na pytania prasowe redakcji rażąco po ustawowym terminie, przysyłając w korespondencji wyłącznie marketingowy bełkot, okrągłe zdania i ogólniki pozbawione jakiejkolwiek merytoryki, to już niemal standard. I to się dzieje w momentach, gdy media i przedstawiciele branży zgłaszają czarno na białym twarde dowody na jawne i masowe łamanie ustawy hazardowej przez zagraniczne podmioty.

Obraz jest dewastujący. Z jednej strony mamy zmotywowanych funkcjonariuszy na samym dole, którzy często czują się wykorzystywani i uwikłani w absurdalne procedury generujące hejt. Z drugiej strony – związkowcy próbujących bezskutecznie dobić się do decydentów. Nad tym wszystkim unosi się zaś gęsta chmura dymu w postaci milczenia ze strony Andrzeja Domańskiego i jego najbliższego otoczenia. W polskim systemie nadzoru nad hazardem zgasło światło  i najstraszniejsze jest to, że nikomu w ministerstwie nie chce się nawet podejść do włącznika.

Komentarze

Paweł

Smutne bardzo to wszystko co dzieje się w kraju, potrzeba afery, by politycy chcieli zrobić reformę, niestety bardzo czesto reforma jest jeszcze gorsza niz to co obecnie mamy, bo robia to na kolanie na szybko, przed wyborami pod PR a nie pod skuteczne poprawienie prawa.

1
0

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *