Jan Rehola o czeskim rynku: Zakazanie Kalshi pokazuje, że działamy dalej
Czeskie Ministerstwo Finansów wpisało 30 września platformę Kalshi.com na listę nieautoryzowanych gier internetowych. Dostawcy usług internetowych mają 15 dni na zablokowanie do niej dostępu, a decyzja dotyczy operatora, który we wrześniu odpowiadał za ponad 80 proc. obrotu wśród monitorowanych rynków predykcyjnych. To ta sama procedura, którą w lipcu zastosowano wobec Polymarketu, i ten sam sposób patrzenia na produkt: liczy się mechanizm, nie nazwa.

Skala Kalshi rośnie razem ze sporem o definicję
Według Instytutu Regulacji Hazardu (IPRH) w samym wrześniu 2026 roku na Kalshi zawarto kontrakty o wartości około 59,2 mld dolarów, co oznacza wzrost o około 48 proc. wobec sierpnia. Platforma odpowiadała za ponad 80 proc. obrotu wśród monitorowanych rynków predykcyjnych, a od początku roku do końca września jej łączny obrót sięgnął około 238,8 mld dolarów. Instytut wylicza, że w ciągu ostatnich 30 dni obroty czterech największych monitorowanych platform predykcyjnych wyniosły razem około 75,7 mld dolarów.
To skala, która przestała być niszowa, i która tłumaczy, dlaczego kolejne państwa przestają patrzeć na rynki predykcyjne jak na ciekawostkę technologiczną.
Jak mówi Jan Řehola, dyrektor Instytutu Regulacji Hazardu:
„Gdy Polymarket trafił na listę, mówiliśmy, że to ważny precedens, a nie koniec sprawy. Dopisanie Kalshi pokazuje, że to podejście przekłada się teraz na praktykę. Liczyć się nie powinna nazwa produktu, ale jego rzeczywista treść. Jeśli ktoś ryzykuje pieniądze na niepewnym wyniku zdarzenia w realnym świecie, nie powinien móc obejść przepisów tylko dlatego, że nazwie zakład kontraktem albo instrumentem finansowym”.
Lipcowy precedens stał się procedurą
Polymarket trafił na czeską listę w lipcu 2026 roku. Dostawcy internetu dostali wtedy 15 dni na zablokowanie dostępu do serwisu, a regulator potraktował platformę jak nielicencjonowanego operatora hazardowego, mimo że spółka przedstawia swój model jako narzędzie do wyceny prawdopodobieństwa. Przebieg tamtej decyzji i jej uzasadnienie opisywaliśmy w lipcu.
Już wtedy IPRH wskazywał, że Polymarket nie jest przypadkiem odosobnionym, bo obok niego działa szereg platform o podobnej konstrukcji, które trzeba oceniać według tych samych kryteriów. Kalshi było jedną z najważniejszych z nich. Instytut formułuje to wprost: ta sama działalność powinna podlegać tym samym regułom, niezależnie od tego, czy operator opisuje ją jako zakład, kontrakt czy innowację finansową. Chodzi o ochronę gracza, przeciwdziałanie praniu pieniędzy i nadzór nad rynkiem, do których platforma nie może się przypisać wybiórczo.
Sądy w USA mówią to samo
Spór nie ogranicza się do Czech. We wrześniu federalny sąd apelacyjny orzekł, że stany Ohio i Tennessee mogą stosować swoje przepisy hazardowe wobec Kalshi. To o tyle istotne, że mowa o tym samym operatorze i o rynku, na którym argument o „kontrakcie” od lat służył do omijania regulacji stanowych. Czeska decyzja wpisuje się więc w szerszy ruch: regulatorzy i sądy coraz częściej oceniają funkcję produktu, a nie jego etykietę.
Co z tego wynika dla polskiego rynku?
Polska nie ma osobnej kategorii prawnej dla rynków predykcyjnych. Narzędziem, którym posługuje się Ministerstwo Finansów, jest rejestr domen służących do oferowania gier niezgodnych z ustawą hazardową. Klasyfikacja produktu odbywa się więc, podobnie jak w Czechach, przez przepisy hazardowe, a nie przez rodzaj instrumentu, którym operator się posługuje. O lobbingu platform predykcyjnych w Brukseli i blokadach w kilku krajach europejskich pisaliśmy pod koniec września.
Dla operatorów i dostawców usług internetowych czeska decyzja ma wymiar praktyczny. Blokada nie jest apelem ani ostrzeżeniem, lecz obowiązkiem z konkretnym terminem, a mechanizm jest ten sam, który w lipcu dotknął Polymarket. Ryzyko polega więc nie na karze dla użytkownika, ale na odcięciu dostępu do serwisu w kraju, w którym operator nie ma licencji i nie zamierza jej uzyskać.
Zostaje pytanie, gdzie kończy się innowacja finansowa, a zaczyna hazard. Dla przeważającej części regulatorów odpowiedź brzmi: decyduje konstrukcja produktu, czyli to, czy uczestnik ryzykuje pieniądze na niepewnym wyniku zdarzenia i czeka na wypłatę po jego rozstrzygnięciu. Czesi tę odpowiedź właśnie powtórzyli drugi raz w ciągu trzech miesięcy.
Polecane