Podatek obrotowy od zakładów osłabia legalny rynek. Piotr Leonarski o kosztach obecnego modelu
Podatki były jednym z głównych tematów ścieżki regulacyjnej podczas Kongresu iGaming Polska. W panelu „Wszystko o podatkach. Jak zwiększyć wpływy do budżetu nie dławiąc legalnych operatorów?” Maciej Akimow rozmawiał z Piotrem Leonarskim, doradcą podatkowym z kancelarii LSW i ekspertem Federacji Przedsiębiorców Polskich. Dyskusja koncentrowała się na 12-procentowym podatku obrotowym, jego wpływie na legalnych bukmacherów oraz ryzyku dalszego wzmacniania szarej strefy.

Podatek od stawki jest oderwany od realiów biznesowych
Punktem wyjścia rozmowy był obowiązujący w Polsce 12-procentowy podatek od stawek w zakładach wzajemnych. Maciej Akimow zwrócił uwagę, że z perspektywy gracza i operatora jest to konstrukcja szczególnie dotkliwa, ponieważ nie uwzględnia marży bukmachera ani faktycznego wyniku ekonomicznego działalności.
Piotr Leonarski od razu określił ten model jako rozwiązanie historyczne, niedostosowane do współczesnego rynku. Jego zdaniem obecny podatek jest prosty administracyjnie, ale właśnie ta prostota powoduje problemy, których nie znają bardziej nowoczesne systemy opodatkowania hazardu.
– Podatek od stawki jest reliktem czasów minionych i tego, co działo się w branży hazardowej 30 lat temu. Moim zdaniem rzeczywiście trochę tak jest, że ten podatek jest kompletnie oderwany od realiów biznesowych – mówił Piotr Leonarski.
Ekspert LSW podkreślał, że polski system opodatkowuje zdarzenia, które z podatkowego punktu widzenia nie odzwierciedlają realnego przychodu operatora. Problem staje się szczególnie widoczny przy bonusach, freebetach, cashoucie czy odstąpieniu od zakładu. W jego ocenie obecny model prowadzi do sytuacji, w której opodatkowywane są pieniądze, których operator faktycznie nie zarobił.
Jak dodał, podatek od zakładów bukmacherskich jest jednym z najprostszych podatków w Polsce, ale nie oznacza to, że jest dobrze zaprojektowany. Wręcz przeciwnie, jego konstrukcja wymusza później spory interpretacyjne z organami podatkowymi dotyczące produktów i mechanizmów, które w systemie opartym o GGR nie tworzyłyby takich problemów.
– W sytuacji, kiedy zastanawiamy się nad tym, jak powinniśmy opodatkowywać odstąpienie od zakładów wzajemnych, jak opodatkowywać cashout, jak opodatkowywać bonusy, to jest rozwiązywanie problemów, których żaden cywilizowany system podatkowy nie zna – mówił doradca podatkowy.
GGR byłby bardziej racjonalną podstawą opodatkowania
W trakcie panelu Leonarski wskazywał, że system oparty o GGR byłby bardziej logiczny zarówno dla operatorów, jak i dla fiskusa. Podatek od GGR pobierałby daninę od faktycznie wygenerowanego wyniku brutto, czyli od pieniędzy, które operator rzeczywiście ma i które stanowią podstawę jego działalności.
Ekspert nie sugerował, że branża bukmacherska może liczyć w Polsce na niskie podatki. Przeciwnie, zaznaczył, że z powodów społecznych hazard zawsze będzie traktowany inaczej niż zwykła działalność gospodarcza. Jego zdaniem kluczowe jest jednak to, aby podatek nie niszczył legalnego biznesu.
– Nie ma co liczyć na to, że podatki w branży bukmacherskiej będą niskie. Wydaje mi się, że to jest marzenie, które nigdy się nie ziści, chociażby z powodów społecznych. Ale faktem jest to, że mogłyby być zrobione tak, żeby mniej uderzać w model biznesowy – podkreślił Leonarski.
W jego ocenie rolą podatków nie jest wyłącznie maksymalne zwiększanie wpływów w krótkim terminie. Dobrze zaprojektowany system powinien łączyć interes fiskalny państwa z warunkami pozwalającymi legalnym firmom funkcjonować i konkurować z podmiotami offshore.
– Rolą podatków jest to, żeby zbierać pieniądze, nie zabijając biznesu. To jest cała sztuka projektowania polityki podatkowej – mówił ekspert z kancelarii LSW.
Leonarski zwrócił również uwagę, że Polska nie może projektować systemu podatkowego w oderwaniu od istnienia nielegalnej konkurencji. Jeśli legalny produkt jest obciążony zbyt mocno, a obok funkcjonuje produkt offshore, który nie płaci podatków i może oferować graczowi lepsze warunki, część klientów nie zrezygnuje z hazardu. Przeniesie aktywność tam, gdzie gra jest tańsza.
Gracz widzi wysoki podatek i szuka lepszych warunków
Maciej Akimow poruszył także kwestię podatku widocznego z perspektywy klienta. Gracz obstawiający kupon u legalnego operatora widzi 12-procentowe potrącenie od stawki, a przy wygranych powyżej ustawowego progu dochodzi jeszcze 10-procentowy podatek od wygranej. Założyciel iGaming Polska wskazywał, że dla nieświadomego klienta może to wyglądać jak mniej atrakcyjna oferta polskiego bukmachera, podczas gdy operator offshore nie pokazuje takich obciążeń.
Leonarski przyznał, że świadomy gracz będzie porównywał warunki i wybierał miejsce, w którym matematyka zakładu jest dla niego korzystniejsza. Rejestr domen i ograniczenia płatnicze mogą zatrzymać część użytkowników, ale niekoniecznie tych najbardziej zaangażowanych i zorientowanych.
– Faktem jest, że gracz, który jest zorientowany, pójdzie tam, gdzie warunki są korzystniejsze. W sytuacji, w której graczowi na początku obcinamy 12%, a na koniec obcinamy kolejne 10%, świadomy gracz, który zna możliwości i zna rynek, pójdzie tam, gdzie jest taniej – mówił Leonarski.

W jego ocenie państwo stoi przed wyborem między maksymalizacją wpływów w krótkim terminie a długoterminowym zwiększaniem kanalizacji rynku. Niższe lub inaczej skonstruowane obciążenie mogłoby oznaczać przejściowy spadek wpływów, ale jednocześnie zwiększyć udział legalnych operatorów w całym rynku.
Leonarski, jako były urzędnik Ministerstwa Finansów, zaznaczył jednak, że taka decyzja nie jest łatwa z perspektywy administracji publicznej. Rezygnacja z części bieżących dochodów budżetowych zawsze budzi opór, nawet jeśli długoterminowo może przynieść lepsze efekty.
Europejski podatek od hazardu może być dla Polski szansą
W rozmowie pojawił się również temat możliwej unijnej opłaty od hazardu na poziomie 1 procenta GGR. Leonarski zaznaczył, że z perspektywy większości europejskich operatorów taki pomysł budzi naturalny sprzeciw, ponieważ oznaczałby dodatkowe obciążenie ponad podatki krajowe. W przypadku Polski sytuacja jest jednak mniej oczywista.
Ekspert zauważył, że polski rynek już dziś funkcjonuje pod jednym z najbardziej dotkliwych systemów podatkowych w Europie. Dlatego wprowadzenie europejskiego podatku opartego o GGR mogłoby paradoksalnie otworzyć drogę do harmonizacji zasad i odejścia od podatku od stawek.
Leonarski porównał ten mechanizm do konstrukcji znanej z akcyzy. – Gdybyśmy wprowadzili przepis, który mówi, że podatki od hazardu powinny działać na tej samej zasadzie co podatek europejski, to w cudowny sposób mielibyśmy w Polsce podatek od GGR-u, a nie od stawek – mówił Leonarski.
W jego ocenie polski rynek nie powinien automatycznie odrzucać każdej dyskusji o harmonizacji podatkowej w Unii Europejskiej. Skoro obecny krajowy model jest wyjątkowo niekorzystny, większa jednolitość na poziomie europejskim mogłaby przynieść branży stabilizację.
– Nigdzie w Europie nie ma gorzej niż w Polsce pod kątem podatkowym. To oznacza, że w interesie polskiego rynku nie jest do końca to, żeby w ogóle takich dyskusji nie prowadzić – zaznaczył.
Opłata wsteczna za jazdę na gapę
Jednym z pytań Macieja Akimowa było to, czy istnieje model pośredni, który pozwoliłby Ministerstwu Finansów zabezpieczyć wpływy budżetowe w przypadku zmiany podatku. Założyciel iGaming Dragon zwrócił uwagę, że przejście na bardziej racjonalny system mogłoby w krótkim terminie oznaczać spadek dochodów, co dla resortu finansów byłoby politycznie i administracyjnie trudne.
Leonarski wskazał, że jednym z możliwych rozwiązań mogłoby być powiązanie legalizacji operatorów działających wcześniej w szarej strefie z obowiązkiem rozliczenia przeszłej działalności na polskim rynku. Jeżeli podmiot korzystał z polskiej bazy graczy i później chciałby ubiegać się o licencję, warunkiem wejścia do legalnego systemu mogłaby być zapłata kwot odpowiadających podatkom za okres wcześniejszej działalności.
– Jeżeli mamy podmiot, który działał w szarej strefie i chciałby się zalegalizować, a wiemy, że korzystał z bazy polskich użytkowników i z nielegalnego dostępu do polskiego rynku, to pierwszą rzeczą, którą można zrobić, jest powiedzieć, że warunkiem uzyskania polskiej licencji jest zwrócenie polskiemu budżetowi podatku za lata, kiedy jechał na gapę – mówił Leonarski.

Ekspert przyznał, że skuteczność takiego mechanizmu zależałaby od tego, czy operator sam zgłosi się po licencję. Państwo nie miałoby prostego sposobu egzekwowania takiego rozliczenia wobec podmiotów, które nie chcą wejść do legalnego systemu. Inaczej wygląda jednak sytuacja firmy, która chce uzyskać dostęp do atrakcyjnego rynku na regulowanych zasadach.
W takim modelu operator musiałby przedstawić dane dotyczące liczby polskich użytkowników, wygenerowanego GGR i wcześniejszej aktywności na rynku. Rzetelność tych danych stałaby się elementem procesu licencyjnego.
– W jego interesie byłoby pokazanie rzetelnych danych, bo jeżeli tego nie zrobi, nie dostanie licencji na działanie na polskim rynku – wyjaśniał Leonarski.
Branży brakuje regulatora patrzącego szerzej niż budżet
Końcowa część rozmowy dotyczyła szerszego sporu o kierunek regulacji rynku. Maciej Akimow zwrócił uwagę, że debata o hazardzie często przypomina plemienne starcie, w którym każda strona posługuje się własnymi danymi, raportami i interpretacjami. Moderator panelu wskazywał, że w zależności od źródła szacunki dotyczące szarej strefy potrafią znacząco się różnić, co utrudnia merytoryczną rozmowę o rozwiązaniach.
Leonarski przyznał, że spór jest trudny, bo każdy uczestnik rynku ma własne interesy i własne argumenty. Jego zdaniem problemem systemowym jest jednak to, że jedynym regulatorem rynku pozostaje Ministerstwo Finansów. Resort jest rozliczany przede wszystkim z wpływów budżetowych, a nie z kompleksowej oceny rynku, ochrony gracza, poziomu kanalizacji czy konkurencyjności legalnej oferty.
– Brakuje trochę po stronie publicznej podmiotu, który rzeczywiście byłby w stanie podjąć taką dyskusję merytorycznie, patrząc na całokształt branży. Nie tylko na to, czy pieniądze się zgadzają, czy nie, ale na wszystkie plusy i minusy sytuacji, którą mamy – mówił ekspert LSW.
Leonarski wskazywał, że w takiej debacie regulator powinien jasno określić, co chce osiągnąć na rynku. Inaczej rozmowa będzie toczyła się między operatorami prywatnymi, monopolistą i administracją fiskalną, ale bez spójnej publicznej strategii.
– Dobrze by było, żebyśmy tę dyskusję toczyli również z regulatorem, którego pewnie najbardziej brakuje w takich dyskusjach. Żeby regulator miał jasny pogląd na to, co chce na rynku osiągnąć i ten pogląd jasno do rynku komunikował – podkreślił Leonarski.
DST jako kolejne możliwe obciążenie
Na zakończenie panelu Leonarski zwrócił uwagę na jeszcze jeden temat, który może mieć znaczenie dla branży. Chodzi o DST, czyli digital services tax. Ekspert zaznaczył, że w iGamingu więcej uwagi poświęca się dziś DSA, czyli Digital Services Act, głównie w kontekście reklamy i platform internetowych. Równolegle jednak w Ministerstwie Cyfryzacji toczą się rozmowy o opodatkowaniu podmiotów działających w gospodarce cyfrowej.
Według omawianych założeń miałby to być 3-procentowy podatek od obrotu, a nie od dochodu. Leonarski podkreślił, że na tym etapie nie ma jeszcze pełnej treści przepisów, dlatego trudno przesądzać, czy i w jakim zakresie obejmą one branżę hazardową. Wskazał jednak, że sektor powinien uważnie śledzić te prace.
– Może się okazać w pewnym momencie, że będzie potrzeba rozszerzenia tego podatku i branża hazardowa obudzi się z dodatkowym obciążeniem ponad najwyższy podatek od hazardu w Europie – ostrzegał Leonarski.
Polecane