2026-10-10 00:00 / 9999-12-31 23:59 | Lotto | Gierki | 1110×200
2026-10-10 00:00 / 9999-12-31 23:59 | Lotto | Gierki | 1110×200

Zespół Rafała Brzoski: narzędzia do scamowych reklam szły z Petersburga

Autor: Bartosz Burzyński

Data publikacji: 23.10.2026

Raport zespołu ScamWatch, do którego dotarł portal XYZ i który ma być prezentowany w Sejmie, wskazuje, że w dużej części oszukańczych kampanii reklamowych w Mecie pojawiają się narzędzia jednej firmy. AIO Software jest zarejestrowana w Dubaju, ale jej dokumentacja i ogłoszenia rekrutacyjne prowadzą do rosyjskiego AIO Tech z Sankt Petersburga. Autorzy nie przesądzają, że firma sama organizowała oszustwa, pytają jednak Metę, dlaczego mimo zgłoszeń zachowała ona dostęp do jej narzędzi deweloperskich.

Co ustalił raport

O raporcie informuje portal XYZ, który opisuje ustalenia zespołu ScamWatch. AIO Software formalnie działa w Zjednoczonych Emiratach Arabskich i oferuje platformę SaaS do zarządzania kampaniami reklamowymi, analityki, trackingu, filtrowania ruchu oraz cloakingu, czyli ukrywania treści przed kontrolą. Zespół ScamWatch dotarł do ogłoszeń rekrutacyjnych, które wiążą dubajską spółkę z AIO Tech z siedzibą przy Aptekarskim Prospekcie 16D w Petersburgu. Na czele firmy stoją Rosjanie, między innymi Valeriy Zakharov, a w ogłoszeniach pojawia się wynagrodzenie wypłacane w USDT.

Ta sama firma chwali się uczestnictwem w rosyjskich wydarzeniach branży afiliacyjnej w Moskwie, Petersburgu i Soczi, a Zakharov jest przedstawiany jako współzałożyciel. Lista beneficjentów rzeczywistych pozostaje nieznana. Autorzy raportu zwracają też uwagę, że AIO nie straciło dostępu do narzędzi deweloperskich Mety, choć ich zdaniem zgłoszenia dotyczące jego roli w kampaniach scamowych były kierowane do platformy.

Narzędzia, które mają utrudniać kontrolę reklam

Dokumentacja produktu opisuje dwa mechanizmy: AIO Cloak oraz AIO Filter Service. Pierwszy blokuje boty i roboty indeksujące, a także pozwala dobierać ruch według kraju, języka i urządzenia. Drugi ma być rozwiązaniem bardziej zaawansowanym. W instrukcjach pojawia się również możliwość podmiany zablokowanej domeny bez restartowania kampanii na Facebooku, rozliczanie prowizji za wynajmowane konta reklamowe oraz korzystanie z przeglądarek antydetect, które utrudniają powiązanie ze sobą osobnych profili.

„Samo wykrycie piksela AIO na landingu nie dowodzi cloakingu ani przesyłania danych do Rosji”.

To zastrzeżenie autorów raportu i zarazem granica, której nie przekraczają. Filtrowanie ruchu, wersje językowe czy testowanie stron docelowych mają zwykłe zastosowania marketingowe, a przesądzenie, że w konkretnym przypadku narzędzie służyło do ukrywania oszustwa, wymaga porównania rzeczywistych odpowiedzi serwera. Nie ustalono też, jakie dane faktycznie zbierano i do kogo trafiły, tym bardziej że klienci AIO mogą podłączać własne serwery, domeny i konta dostawców infrastruktury.

AIO Software FZCO figuruje na liście certyfikowanych dostawców trackerów kliknięć Google, z trzema domenami: aiotrack.org, ai-track.net oraz ai-trk.com. Certyfikacja dotyczy śledzenia kliknięć w Google Ads, więc obecność na tej liście nie oznacza zarzutu, pokazuje jednak, że infrastruktura firmy była obecna w obiegu reklamowym dwóch największych graczy.

Wcześniej TikTok i deepfake premiera Japonii

To nie pierwszy raz, gdy nazwa AIO pojawia się w śledztwie dotyczącym oszustw reklamowych. W maju japoński serwis Qiita opisał kampanię na TikToku, w której wykorzystano deepfake z premierem Sanae Takaichim. Strona docelowa zachęcała do rejestracji na platformie inwestycyjnej PolarisAI i zbierała imię, nazwisko, numer telefonu oraz adres e-mail.

„Zebrane informacje wydają się być strukturą, która jest przekazywana do dalszych operacji oszustw za pośrednictwem SaaS do przetwarzania afiliacji i leadów o nazwie AIO”.

Autorzy tamtej publikacji wprost nie wskazują AIO jako organizatora ataku. Piszą jedynie, że trudno wyjaśnić tę firmę jako niewinnego dostawcę usług. Pojawia się tam też wątek ukraiński: kampanię prowadził ktoś posługujący się językiem ukraińskim, co sugeruje, że z rosyjskiego narzędzia korzystali klienci z zewnątrz.

O co autorzy pytają Metę

Apel do platformy dotyczy trzech rzeczy: czy Meta rozpoznawała infrastrukturę wykorzystywaną w oszukańczych kampaniach, jak weryfikowała strony docelowe i kto płacił za reklamy z wizerunkiem osób, które nigdy nie wyraziły na to zgody. To nie jest ślepa uliczka, bo problem cloakingu platforma zna od lat, choćby z pozwu przeciw dostawcy LeadCloak z 2020 roku. O szczegółach mają mówić przedstawiciele ScamWatch na posiedzeniu Parlamentarnego Zespołu do spraw przeciwdziałania oszukańczym reklamom, oszustwom internetowym oraz wykorzystywaniu deepfake’ów.

Sprawę opisujemy od początku. W sierpniu pisaliśmy o tym, jak ruszał ScamWatch, i publikowaliśmy pełne oświadczenie Mety o walce z nielegalnymi reklamami. We wrześniu opisywaliśmy raport Instratu o 760 mln zł przychodów z oszukańczych reklam oraz raport pokazujący, pod kogo podszywają się nielegalne kasyna na Facebooku.

Nowy dokument dokłada do tego obrazu nazwę i adres. Dotąd wiedzieliśmy, że skala jest duża: NASK informował w październiku, że platformy odrzuciły 76 proc. zgłoszeń dotyczących scamu i dezinformacji, a ScamWatch po zbadaniu 1,7 mln reklam szacował, że niemal 17 proc. z nich to prawdopodobne oszustwa. Teraz pojawia się pytanie o dostawcę narzędzi, a więc o warstwę, której blokowanie pojedynczych reklam nie rusza.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *