Lotto, Revolut, Salony Gier. Raport Brzoski pokazuje, pod kogo podszywają się nielegalne kasyna na Facebooku

Autor: Mateusz Mazur

Data publikacji: 21.09.2026 Ostatnia aktualizacja: 21.09.2026 16:24

Fundacja Rafała Brzoski opublikowała raport o oszukańczych reklamach na platformach Meta. Z 1,76 mln przeanalizowanych reklam emitowanych w Polsce ponad 290 tys. uznano za podejrzane. Wśród przykładów nielegalnego hazardu dominuje jeden motyw: podszywanie się pod Totalizator Sportowy, jedynego legalnego operatora kasyna online w Polsce.

Skala według ScamWatch

Raport „SCAM. 12 rodzajów oszustw. Propozycje zmian prawa” powstał w ramach inicjatywy #150%, którą prezes InPostu uruchomił w sierpniu. Jej narzędzie ScamWatch pobiera z Biblioteki Reklam Meta wszystkie reklamy emitowane w Polsce i ocenia je m.in. pod kątem zgodności wyświetlanego adresu z rzeczywistą stroną docelową, wieku domeny i treści kreacji, z wykorzystaniem modeli AI.

Do repozytorium trafiło ponad 2 mln reklam, z czego 1,76 mln przeanalizowano. Za podejrzane uznano 290,8 tys. (16,5 proc.), a za reklamy bardzo wysokiego ryzyka 28,2 tys. (1,6 proc.). Autorzy podzielili oszustwa na 12 kategorii. Jedną z nich jest promowanie nielegalnego hazardu i kasyn online.

Raport nie podaje jednak, ile reklam przypada na poszczególne kategorie. Nie wiadomo więc, jaką część wykrytych oszustw stanowi hazard.

Lotto, którego nie ma

Odpowiedź na pytanie, jak wyglądają te reklamy, daje galeria przykładów. Najczęściej powtarzającą się marką jest Lotto. Oszuści reklamują „Lotto Casino”, „Lotto Zdrapki online” i „oficjalną aplikację Lotto” z bonusem powitalnym 7500 zł i 250 darmowymi spinami. Jedna z reklam sugeruje wspólną akcję Google i Lotto, która rzekomo aktywowała użytkownikowi bonus bez depozytu. Inne pokazują listy zwycięzców z imionami i miastami albo komiksowe dialogi przekonujące, że za samą instalację aplikacji można dostać wysokie bonusy.

Drugim nadużywanym szyldem jest „Salon gier na automatach”, marka stacjonarnej sieci Totalizatora. W reklamach pojawiają się też Revolut („Revolut Casino”, „Revolut Slot”), Google Pay oraz wizerunek Roberta Lewandowskiego.

Total Casino jest jedyną legalną platformą kasynową w kraju, tymczasem marka jego spółki matki służy do promowania serwisów, które działają z naruszeniem tego monopolu.

Jak to przechodzi

Przykłady w raporcie pokazują kilka powtarzalnych mechanizmów. Część reklam wyświetla jako adres, który finalnie prowadzi do zupełnie innych stron. Wiele kieruje do sklepu Google Play, co oznacza, że problem nie kończy się na Mecie. Niektóre otwarcie reklamują płatności BLIK.

Autorzy raportu zarzucają też Mecie naruszenie art. 39 Aktu o usługach cyfrowych (DSA). Według nich reklamy trafiają do publicznej biblioteki z opóźnieniem do 24 godzin, a oszuści wykorzystują ten czas, by podmienić przestępczą kreację na neutralną. Do repozytorium trafia wtedy tylko wersja „czysta”. Fundacja wskazuje również limit 50 tys. pobieranych rekordów dziennie i ograniczenie dostępu dla organizacji badawczych.

Hazard nie mieści się przy tym w jednej szufladzie. Reklamy kasyn pojawiają się w raporcie także wśród przykładów podszywania się pod marki, oszustw finansowych, nielegalnych aplikacji i reklam niesklasyfikowanych.

Gracz płaci, platforma nie

Fundacja proponuje trzy zmiany prawa: obowiązkową weryfikację reklamodawców na wzór procedur AML/KYC, karę w wysokości 150 proc. przychodu z reklamy uznanej za scam oraz fundusz kompensacyjny dla ofiar.

W kontekście hazardu zasada 150 proc. ma szczególny wydźwięk. Polska ustawa przewiduje już karę finansową za udział w nielegalnej grze hazardowej, i to dotkliwą: gracz płaci 100 proc. wygranej, bez odliczenia wpłaconych stawek. Platforma, która taką grę reklamowała i na tym zarobiła, nie ponosi dziś żadnych konsekwencji.

Wśród instytucji, które według fundacji podjęły temat, są KNF, minister cyfryzacji, UODO i UOKiK. Nie ma Ministerstwa Finansów ani Krajowej Administracji Skarbowej, choć to one prowadzą rejestr nielegalnych domen i odpowiadają za egzekwowanie zakazu reklamy hazardu. Postulaty nie odnoszą się też do ustawy o grach hazardowych.

Kara to za mało

Podobne postulaty padły kilka dni wcześniej w Sejmie. Maciej Akimow, prezes i założyciel iGaming Dragon, przekonywał podczas posiedzenia komisji, że dyskusja o oszukańczych reklamach skupia się na liczbach, a pomija mechanizm, który pozwala je publikować.

Według Akimowa partnerzy Mety tworzą praktycznie nieograniczoną liczbę kont reklamowych i sprzedają je na wolnym rynku za 10-15 dolarów. Blokada konta po emisji scamowej kampanii nie jest więc dla oszusta karą, tylko kosztem operacyjnym. Po usunięciu kupuje kolejne konto i wraca.

Akimow porównał Metę do ochroniarza osiedla, który wpuszcza złoczyńców za opłatą, po kilku dniach ich wyprasza i wpuszcza ponownie po kolejnej wpłacie.

Jego zdaniem sama kara, nawet wysoka, niewiele zmieni, bo platforma może wpisać ją w koszty działalności. Polska wystąpiła już do Komisji Europejskiej o zastosowanie wobec Mety środków z DSA, wskazując kwotę co najmniej 250 mln euro.

Akimow proponuje zmianę warunków wejścia: obowiązkową weryfikację firm, które faktycznie tworzą i publikują reklamy, z siedzibą lub przedstawicielstwem w Polsce albo w UE. Zidentyfikowanie podmiotu z Singapuru czy Hongkongu niewiele daje, jeśli nie da się wobec niego prowadzić egzekucji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *