CEE kusi operatorów, ale branża ostrzega przed drugą Brazylią. Ciekawy panel na SBC z polskim wątkiem

Autor: Bartosz Burzyński

Data publikacji: 07.10.2026 Ostatnia aktualizacja: 07.10.2026 10:57

Europa Środkowo-Wschodnia pozostaje jednym z najbardziej obiecujących regionów dla operatorów, ale ci, którzy już w niej działają, radzą ostrożność. Na panelu podczas SBC Summit w Lizbonie szefowie Flutter CEE, Entain CEE, Balkan Bet i rumuńskiej Loteria Română wskazywali na nadregulację, niską channelizację i obawę przed scenariuszem, jaki rozgrywa się właśnie w Brazylii.

Czego boi się branża

Panel nosił tytuł „CEE in Transition: From Established Giants to Emerging Opportunities” i zebrał szefów firm, które są dokładnie lokalnymi gigantami. Zamiast o możliwościach mówili jednak głównie o ryzykach.

Przepisy w regionie są ciężkie i wprowadzane w dobrej wierze, dla ochrony gracza. Problem w tym, że skala obciążeń i szczegółowość regulacji zaczynają działać przeciwko samemu rynkowi. Na panelu padły dwa przykłady. W Czechach praski magistrat może stosować własne przepisy hazardowe, a poszczególne dzielnice mają prawo samodzielnie zakazywać hazardu naziemnego lub go ograniczać. Na Słowacji rządowa opłata ryczałtowa za urządzenie, uznawana za kontrowersyjnie wysoką, obok 27 proc. podatku od przychodu wywołała spory i może odstraszyć część podmiotów rozważających wejście.

Skutki są dwa. Operatorzy nie mogą planować inwestycji w dłuższej perspektywie, bo zasady mogą zmienić się szybko, a gracze trafiają do firm bez licencji, których te obciążenia nie dotyczą. Channelizacja, czyli udział legalnego rynku w całości obrotu, w kilku regulowanych państwach regionu wciąż pozostawia wiele do życzenia.

„Widzieliście, co stało się w Brazylii”

Osobne miejsce w dyskusji zajęła obawa przed powtórzeniem brazylijskiego scenariusza, w którym środek tymczasowy zamknął regulowany rynek z dnia na dzień, bez prawa do odszkodowania za wygaszone autoryzacje. Irakli Asanishvili, szef Flutter CEE, powiedział o tym wprost:

„Są ekscytujące możliwości w całym regionie, ale nie potrafię wskazać konkretnych rynków. Musimy też myśleć o przyszłości rynku z punktu widzenia regulacji: widzieliście, co stało się w Brazylii”.

Praktyczny wniosek dla wchodzących jest taki, że horyzont inwestycyjny w CEE trzeba budować tak, by wytrzymał nagłą zmianę zasad, a nie tylko ich stopniowe zaostrzanie.

Bariery wejścia i lokalni giganci

Region zdominowali miejscowi giganci, z których wielu przechodzi z dobrze działającego modelu naziemnego do internetu. Mikołaj Cymerman, dyrektor handlowy Entain CEE, nie zostawił złudzeń:

„Bariera wejścia dla każdego nowicjusza jest bardzo trudna. Jak widać po moich kolegach z panelu i firmach, które reprezentują, bardzo trudno jest, żeby jedna konkretna marka skapitalizowała każdy rynek w CEE”.

Wejście i utrzymanie się na rynku wymagają dziś dużych nakładów, a skala nie rozkłada się równomiernie: to, co działa w jednym państwie, u sąsiada może nie zadziałać wcale.

Mikołaj Cymerman o polskim rynku

Dla polskiego czytelnika najważniejsza była wypowiedź Cymermana o naszym rynku. Wskazał Polskę jako państwo z systemem monopolistycznym, w którym licencje na zakłady wzajemne wydaje się jednak podmiotom prywatnym, i ocenił, że ma ona potencjał dalszego otwierania. Sugerował, że w przyszłości może pojawić się „wola polityczna”, by przejść na model otwartego rynku, podobnie jak zrobiły to Holandia, Szwecja i Finlandia.

To prognoza, nie zapowiedź zmian, ale wpisuje się w szerszy obraz regionu, w którym otwarcia rynków dzieją się naprawdę. Finlandia jest tego bieżącym przykładem: na nowy rynek wpłynęło 75 wniosków licencyjnych, a eksperci ostrzegają przed reklamowym wyścigiem po jego starcie.

Węgry po szesnastu latach Orbána

Węgry były jednym z najgorętszych tematów panelu. Krótko przed nim parlament przegłosował ograniczenie kompetencji urzędu nadzoru w zakresie koncesji i rozwiązał radę koncesyjną, a nadal nie wiadomo, jaka struktura nadzoru zastąpi obecną. Przebieg tamtego głosowania opisywaliśmy w tym tekście. Bojan Scekic, szef Balkan Bet, nie krył się z oceną:

„Jeśli jesteś operatorem z CEE i na pytanie o zainteresowanie Węgrami odpowiadasz nie, to wprost kłamiesz”.

Naziemnie kontra online

Ostatni wątek sporu dotyczył tego, czy sieć naziemna jest jeszcze potrzebna. Ionut-Valeriu Andrei z rumuńskiej Loteria Română przyznał, że zmiana dokonuje się szybciej, niż ktokolwiek zakładał:

„Rumunia sprzedaje już ponad 50 proc. losów online. Trzy lata wcześniej było to 15 proc. Baliśmy się, że zabijemy sprzedaż naziemną, ale jest ona nadal bardzo ważna, bo tak wielu Rumunów wciąż używa gotówki”.

Asanishvili odpowiedział, że obecność naziemna nie jest już konieczna:

„Wierzę, że ludzie kierują się wygodą. Jeśli zbudujesz coś, co klienci uznają za wygodniejsze, popyt będzie większy. Jeśli potrafisz zbudować markę, zaufanie i mieć różnorodne kanały płatności, nie widzę powodu, dla którego miałbyś nie odnieść sukcesu bez dużej sieci naziemnej”.

Panel nosił tytuł o przejściu od ustalonych gigantów do nowych możliwości, ale jego wymowa była inna: dla każdego, kto rozważa wejście do Europy Środkowo-Wschodniej, bariery są wyższe, niż wyglądają na papierze, a plan finansowy trzeba przygotować na dłużej i szerzej, niż zakładano na początku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *